Nie wychodź córko za muzułmanina – radzą matki. Jak bardzo źle potrafi być w związku, gdzie i kultura i religia są sobie zupełnie obce – nikt jednak nie mówi. Świat strachu, który miał być taki piękny opisuje Beata Marcińczyk.

Wstaje rano i staje przy oknie. Uważnie rozgląda się, czy znajoma postać nie stoi pod domem. Między szóstą a siódmą rano lustruje ulicę kilkadziesiąt razy. Dwa tygodnie temu, gdy wyszła, za późno zorientowała się, że on jest już tuż obok. Ciosy spadły na twarz, tył głowy, ręce, w których trzymała dziecko. Były mąż nie pozwala jej osobie zapomnieć. Tak, jak jej to obiecał – torturuje ją, aż zrozumie, że biorąc sobie za męża muzułmanina, winna jest mu posłuszeństwo.

Bajka
Iza śpi po trzy – cztery godziny dziennie. Teraz, po kilkudziesięciu miesiącach cierpień, otwarcie sama mówi, że potrzebuje wsparcia psychologa, może nawet psychiatry. Boi się wsiąść do samochodu, bo niedawno otrzymała SMS-a, że będzie miała wypadek. Boi się wyjść z dziećmi na spacer, bo za rogiem może stać on i „jego przyjaciele”. A że stoi i czeka na jej błąd, nieuwagę, to ona już wie. Trzy tygodnie temu pobił jej syna z pierwszego małżeństwa. Potem zaatakował ją i jej ciotkę, która zajmuje się ich wspólnym dzieckiem. Niedawno oberwała ona. Ma wyrwany przycisk dzwonka w drzwiach do mieszkania. To znak, że on tu był. Znak, że to on ma władzę. Nie sądy, prokurator, policja, straż graniczna. Tylko on. Rzecznicy kolejnych instytucji podają paragrafy, przepisy, gładko mówią o konwencjach haskich, genewskich, prawach cudzoziemców. A tam nie ma przecież ani słowa o Izie i jej rodzinie.
–Wiem, że to ja ściągnęłam na moje dzieci ten koszmar. Od miesięcy robię chyba wszystko, by się z niego wyrwać. Nie daję już rady –mówi. I nie płacze. Ten koszmar zaczął się jak bajka. Po rozwodzie z pierwszym mężem Iza wzięła trójkę swoich dzieciaków i zafundowała sobie wakacje. Pierwszy raz, od bardzo, bardzo dawna, nie bali się, że za chwilę wejdzie ojciec, opieprzy, przywali. Szaleli w wodzie, łazikowali po gorących śródziemnomorskich plażach. Ona: ładna, zgrabna, o ciemnej karnacji – często była zaczepiana przez tubylców. Nie zwracała na to uwagi. Niemal codziennie przechodzili obok pewnej restauracji. Rozmawiali ze sprzedawcą. Raz i drugi spędzili z nim więcej czasu. – Był bardzo miły i nienatrętny jak inni –wspomina Iza. – Od razu jednak zapytał, czy mam męża. Po powrocie do Polski zaczęli do siebie pisywać codziennie. Każdego dnia SMS-y, rozmowy, listy. Zdecydowała, że wróci do Tunezji, by mogli się lepiej poznać nie tylko na odległość. –Mido mówił, że czekał, że tęsknił, że wiedział, że los mnie jeszcze do niego sprowadzi. Od razu zabrał mnie do swojej rodzinnej miejscowości. Zostałam ugoszczona jak królewna. Jego matka mówiła, że Mido nie miał do tej pory dziewczyny, a on przedstawiał mnie jako swoją przyszłą żonę. Czułam się kochana i akceptowana, a on ciągle podkreślał, jaki jest europejski.

Zamykał drzwi i do rana tłumaczył Koran
Kolejny raz wybrała się do Tunezji. Chciała z Mido spędzić cały swój czas.
– Poszliśmy na wycieczkę w góry z jego bratem i przyjaciółmi. Masował mi stopy, niósł torebkę, żeby mi było lżej. Wziął mnie na ręce. Jego brat, matka i siostra powtarzali, że to musi być miłość skoro tak mnie szanuje, wywyższa. Wierzyłam – Iza wspomina najpiękniejsze chwile w Tunezji. Oczywiście: plany. Ślub. Zamieszkają w Polsce. On będzie pracował i deklarował – choć nie oczekiwała tego od niego – że na dom będzie oddawał całą pensję, bo on jest muzułmaninem i ma w pogardzie pieniądze. Deklarował, że stworzą szczęśliwą rodzinę, a jej dzieci z pierwszego małżeństwa będzie traktował na równi z „bratem i siostrą”. W styczniu: wesele w Tunezji. Z dłońmi i stopami wymalowanymi henną, szczęśliwa wróciła do Polski. Miała dobry zawód, pracę. Zmieniła mieszkanie na większe, by zapewnić rodzinie dobre warunki po przyjeździe męża do Polski. Załatwiła mu pracę.

Koniec baśni
– Mido przyjechał w maju. Na początku był zagubiony, nie znał języka. Robiłam wszystko, by wiedział, że ma we mnie oparcie, poznawałam z ludźmi. Załatwiałam sprawy w urzędach, chodziłam do lekarza – mówi Iza. – Nie podobało mu się w jednej pracy, załatwiałam drugą. On twierdził, że jest wszędzie wykorzystywany. Kolejną pracę załatwił sobie sam. Zaczął dobrze zarabiać. Wtedy też upomniał się o dziecko. Iza, choć miała dzieci z pierwszego małżeństwa, zdecydowała się na ciążę. Jeszcze przed ślubem ustalili, że będą mieć wspólnie dziecko. – Muzułmanin, który nie ma dziecka i żony, to jak pół mężczyzny – powtarzał Mido.
Mido poznał się z kilkoma muzułmanami. Znikał na całe noce. Czasem wypijał piwo,„Allah tego nie zabrania” – mawiał. Na dom nie dawał ani grosza. Płaciła nawet za jego telefon komórkowy. Dzieci zaczęły mu przeszkadzać. Kiedy proponowała wspólne wyjścia, zawsze odpowiadał, że jak idą dzieciaki – on zostaje. Zaczął mieć pretensje, że nie pyta go o zgodę, kiedy jedzie do sklepu. Gdy czegoś nie rozumiała – zamykał drzwi od sypialni i do świtu tłumaczył zasady Koranu. Potrafił tak mocno trzymać ją za nadgarstki, że nie mogła się ruszyć. Nie krzyczała. Nie chciała, by dzieci wiedziały, że horror w ich domu zaczął się na nowo. Mido dziesiątki razy mówił, bo nie krzyczał, że nie będzie pracował na dzieci Izy. Gdy był wściekły, szeptał jej groźby wprost do ucha. Po angielsku, bo polskiego nie chciał się uczyć. Kiedy mówiła, że stres może źle wpłynąć na ciążę, mówił, że cieszyłby się, gdyby poroniła. – Żył własnym życiem. Dom traktował jak darmowy hotel. Z dnia na dzień było gorzej. Nie zważał na to, że jestem w ciąży. W styczniu 2008 roku złożyłam pozew rozwodowy. Niecałe trzy miesiące potem musiałam wezwać policję. Groził nożem mojemu synowi, wielokrotnie powtarzał, że nas zabije, spali mieszkanie i samochód. Mówił, że da jej rozwód, jak pojedzie do Tunezji i za 200 dinarów usunie ciążę. Potem stwierdził, że znalazł lekarza w Polsce. I wtedy zaczęły się prawne korowody. Zatrzymany na 24 godziny Mido dostał dozór policyjny. Otrzymał zakaz zbliżania się do żony i dzieci, musiał opuścić mieszkanie. W czerwcu skończyło mu się prawo do pobytu w Polsce, a wojewoda odmówił kolejnej legalizacji pobytu ze względu na toczącą się sprawę rozwodową. Podtrzymał decyzję po odwołaniu się Mido. Podobnie uczynił szef Urzędu ds. Cudzoziemców w Warszawie. Mido złożył skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Jednocześnie toczyła się sprawa o znęcanie się nad rodziną oraz sprawa rozwodowa. Mido dostał wyrok za znęcanie się nad rodziną, ale prokurator się od niego odwołał, stwierdzając, że kara jest niewspółmiernie niska do popełnionych czynów. Sprawa wróciła na wokandę. Rozprawa główna przekładana była aż siedem razy: adwokat poprosił o przesunięcie, Mido kwestionował tłumacza, rozchorowała się sędzia, potem dwa razy nie stawił się tłumacz. Mido był zawsze. Bo przecież nie on jest tu winny. To ona, bo „jest dziwką”.

Strach
Nie ma dnia, nie ma tygodnia, by jej nie ubliżał. Mido przysyłał SMS-y, groził, że zabije, że załatwi. Wtedy już na świecie była jego córka. Nie przyszło mu jednak do głowy, by dawać pieniądze na jej utrzymanie. – Jak możesz chcieć pieniędzy na dziecko, jeśli mam przez ciebie kłopoty w Polsce – odpowiadał Izie. Nie pytał, czy dziecko ma co jeść i co ubrać. Konsekwentnie jednak egzekwował swoje prawa do dziecka, traktując to jako formę demonstracji władzy. – Pisał do mnie SMS o 18.50, że za 10 minut dziecko ma być u niego, bo on chce je zobaczyć –mówi kobieta. –Nie interesowało go, czy dziecko śpi, czy ja mam czas. Dziecko jest jego własnością. W końcu Iza stwierdziła, że trzeba z tym skończyć. – W czerwcu warunkowo umorzono postępowanie w sprawie karnej na rok – mówi. Mido przeprowadził się już wtedy pod Warszawę. I tak człowiek, który nie miał w Polsce pozwolenia na pobyt – nie mógł jednocześnie być z niej deportowany. Znalazł jakąś pracę. Nie zapomniał jednak o swej ofierze. Kiedy sąd w sierpniu orzekł rozwód, ustalił wysokość alimentów i terminy widzeń z dzieckiem – wściekł się. –Nie dam ci ani grosza. To, co mam, dam adwokatowi! Nie zgadzam się na ten rozwód – wysyczał w korytarzu sądu. – Kupiłam tanie wino, by uczcić uzyskanie rozwodu. Jak podłe małżeństwo, tak lichy trunek– stwierdziłam, gdy spróbowałam wina. Pisał do mnie, że się odwoła i jeśli nie przez sąd, to sam wyegzekwuje swoje prawa. Że mam uważać, że chyba wiem, co mi zrobi.

Dziecko go nie interesuje, ale jest jego własnością
Tydzień później Mido – niedeportowany, ale nielegalny – został zatrzymany przez Nadwiślańską Straż Graniczną podczas rutynowej kontroli. Do Izy napisał „Help me”. Funkcjonariusze zapewniali ją, że skoro sytuacja przedstawia się tak fatalnie, to Mido w trybie przyspieszonym zostanie wydalony z Polski. Sąd jednak zadecydował inaczej. Zgodnie z Ustawą o cudzoziemcach, skoro wyrok rozwodowy nie jest prawomocny, formalnie pozostaje jej mężem i mimo braku prawa pobytu, nie można go wydalić z Polski. Mido od razu, gdy wyszedł na wolność dał Izie znak, że oto znów jest! Złożył odwołanie od wyroku, podważył rozwód. – Trzy tygodnie temu dobijał się do drzwi. Otworzył mu syn i od razu dostał cios. Potem kolejne. Wezwałam policję, ale zdążył uciec. Walił w syna jak w worek treningowy. Później przysłał SMS-a, że będzie mnie dręczył dzień i noc, będzie się widywał z córką, kiedy będzie chciał, bo żaden sąd nie będzie o tym decydował. Zresztą dziesiątki razy powtarzał, że małą mi zabierze. Wcześniej ją obfotografował. Wystarczy, że pójdzie z aktem urodzenia do ambasady Tunezji i dostanie dla niej paszport. Zgoda matki nie jest potrzebna. Na polski paszport się nie zgodził. Już kilka razy próbował mi ją na siłę wyrwać. Przedostatnio szarpał się ze mną i moją ciotką. Potem pobił mnie zaraz po tym, jak wyszłam z klatki schodowej –mówi Iza. Teraz nawet, żeby wyciągnąć korespondencję ze skrzynki na listy, wychodzi uzbrojona w gaz. Iza otrzymuje SMS-y, że zginie w poważnym wypadku”, „że czekają ją tortury”. Albo takie zwykłe „ już jadę do Poznania”, „gdzie jesteś dziwko”. Boi się dawać Mido córkę. Zaprasza go więc do swoich rodziców, by tam mógł się z nią widzieć. On nie przychodzi. Ostatnio wściekł się i wyrwał jej przycisk dzwonka z framugi. –Nie wiem już, co robić. Nie mam już sił…. Zastanawiam się tylko, na co czekają wszyscy ci, którzy znają tę sytuację? Pewnie łatwiej byłoby im działać, gdyby on faktycznie spełnił jedną z tych gróźb –zabrał mi dziecko, albo po prostu mnie zabił…

Źródło: GŁOS WIELKOPOLSKI Nr 219 (18.Ix)
Autor: Beata Marcińczyk

26
Dodaj komentarz

avatar
 
smilegrinwinkmrgreenneutraltwistedarrowunamusedcooleviloopsrazzrollcryeeklolmadsadexclamationquestionideahmmbegwhewchucklesillyenvyshutmouth
17 Comment threads
9 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
24 Comment authors
Eurpean CitizenNordiOnaStara Gwardianullable Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Milanista
Gość
Milanista

Zabronić zwyczajnie islamu w Polsce i już. Brak wolności dla wrogów wolności!

Satina
Gość
Satina

Hymm.. Z tego co ja ogladalam na youtube to jakis ich kolejny przywodca chwalil sie tym,ze Europa jest tolerancyjna i sama zaakceptowala mniejszosc muzulanska u siebie..teraz oni nawoluja na malzenstwa mieszane z chrzescijankami i żydówkami.. Tylko po to by islam mogl podbic caly swiat! Rozumiem Pani tej sytuacje.. Sama mam… Czytaj więcej »

Polaniks
Gość
Polaniks

Jeśli ktoś jeszcze ma taki problem to proszę o kontakt. whereswally@o2.pl .

Za parę złotych nasza prawicowa bojówka będzie przypadkiem na dowolnej ulicy o właściwym czasie

KUBA
Gość
KUBA

Tu popieram kolege Polaniks jak bym byl w polsce sam bym pojechal i nie trzeba by mi duzo placic tylko za koszty podrozy.ludzie zalatwcie to jak ona sie nie zglosi napiszcie email do NDIE moze was skontaktuja z Iza.Kurwa jak by taki ruszyl moje dziecko to juz by go nie… Czytaj więcej »

Babibr
Gość
Babibr

Najgorsze jest to, że poza Izą masa kobiet nabiera się na taki ideał ciapatego romantyka, który wydaje się im być wyjątkowy, ufają im na tyle że pozwalają wleźć z butami w ich życie, wiązą się z nimi na poważnie, bo to nie tylko ‚wakacyjna przygoda’, ale wspólne życie, małżeństwo i tak… Czytaj więcej »

Chips
Gość
Chips

Same są sobie winne, gardzę takimi frajerkami smile Ile takich się wymądrza na facebooku, ŻAŁOSNE.

Oczy Anioła
Gość
Oczy Anioła

Smutha historia ale takich sa setki. Dziwi mnie buta, arogancja i zdecydowana pewność siebie tego tunezyjczyka, dziwi także stosunek organów państwowych- powinna być natychmiastowa deportacja z dozywotnim zakazem wstepu do Polski. Oby bohaterka historii nie skończyła jak polska żona tego pakistańczyka- pierwsza ofiara zbrodni honorowej w Polsce. Rozumiem zapał niektórych… Czytaj więcej »

ja
Gość
ja

Wyp********* z Europy brudne arabusy!!!

aaaa
Gość
aaaa

Opisz dziewczyno sytuacje na jakims forum lokalnych skinheadow/kiboli. Jak ich nie lubie, to akurat w takiej sprawie chetnie pomoga…

bkkkk
Gość
bkkkk

Oki. Ale dlaczego obcy ludzie mają nadstawiać karku za głupotę osób trzecich (tu: tej pani)?

Krzyzwiec
Użytkownik

Dlatego że jest Polką ona i dzieci ,i raczej nie wiem czy ktoś mógłby żyć gdyby nic nie zrobił a potem kolejna tragedia w tv kolejna skatowana na śmierć rodzina Każdy popełnia błędy Jak nie będziemy na siebie liczyć nigdy nie damy im rady Jak mają nie chcieć tu przyjechać… Czytaj więcej »

KUBA
Gość
KUBA

I co z tym skurwysynem dalej biega po polskich ulicach i bije dzieci!!!

Cristero
Użytkownik

Matki zawsze trzeba słuchać.

GoD
Gość
GoD

takimi ludzmi niektorzy mili kibice z osiedla napewno chetnie by sie zajeli, miasto nie jest male a „fanow” chociazby pilki noznej jest wielu wink

z.
Gość
z.

teraz to fani piłki nożnej, a gdyby go obili bez tego artykułu to zwykli bandyci z osiedla